Infantylna krytyka astrologii. Replika.

Witam Państwa!

Na początku myślałem o napisaniu jeszcze bardziej długiego artykułu (Czytelnicy by zapewne pousypiali), ale z wielu przyczyn (długość poświęconego czasu, ilość bibliografii i materiałów do przestudiowania, tłumaczenie kilkudziesięciu artykułów) nie jestem w stanie tego zrobić. Spróbuję zatem postawić tylko tezy, mówiące o tym, dlaczego krytyka astrologii nie ma racji bytu i będzie przypominała zabawę dzieci w piaskownicy.

Astrolog

(to zdjęcie pochodzi stąd: http://en.wikipedia.org/wiki/Astrologer – dop.aut.)

 

Najczęstsze błędy krytyków astrologii:

 

1. ZARZUT NIECZYSTYCH INTENCJI (NIENAUKOWEGO FUNDAMENTU)

Naukowcy / sceptycy / krytycy astrologii wychodzą ze złego postulatu, ze złego założenia, który trudno nazwać postulatem obiektywnym, lub jak kto woli, naukowym. Otóż, śledząc większość krytyk i uwag na temat astrologii, trudno nie odnieść wrażenia, że intencje temu towarzyszące są ufundowane na silnej podstawie emocjonalnej, lub ideologicznej. Większość krytyków najczęściej nie bada astrologii, żeby coś w niej odkryć, lub coś w niej zmienić. Cel, który towarzyszy tym osobom jest najczęściej definiowany jako próba zniszczenia, wyśmiania, obalenia, lub wysadzenia astrologii w powietrze.

Wyobraźmy teraz sobie, że Galileusz, Newton, Edison lub Pasteur zmieniają kierunek nauki, próbując coś zniszczyć, lub wyśmiać. Albo stwórzmy mit Mendelejewa, który tworzy układ pierwiastkowy, żeby komuś dopiec, bo “jest głupi”. Nie brzmi to dziecinnie? Niestety tak – większość zagrywek i sztuczek polegających na rzekomej krytyce astrologii przypomina zabawy dzieci w piaskownicy.

 

2. ZARZUT BRAKU KONSTRUKTYWNOŚCI (NIECHĘCI DO TWORZENIA CZEGOKOLWIEK)

Naukowcy / sceptycy / krytycy astrologii mają wystarczająco dużo siły, żeby krytykować, ale jednocześnie udają (przymykają oczy), że ich krytyka kompletnie niczego nowego ani nie odkrywa, ani nie przynosi. Przypominają tym część naukowych płotek (np ateistów niskiego lotu), którzy mówią od kilkuset lat, że Boga nie ma. Ale czy ciągłe powtarzanie, że Boga nie ma, podnosi naukową wiedzę czy świadomość o jego nieistnieniu? Czy rozwija “naukę o nieistnieniu Boga”? Podobnie z krytykami astrologii – ich wybór drogi intelektualnej to dźwięki onanistycznego echa. W większości przypadków to echo nie posuwa ani o krok rozwoju astrologii. Dowiadujemy się od nich po raz tysięczny, że astrologia to bzdura, oszustwo, sprytnie skonstruowany system pseudopoznawczy, do którego nie można się dobrać. Uzasadnienie? Prostsze niż mogłoby się zdawać: tysiące poprzedników, którzy uznali, że astrologia to bzdura. Przypomina to anegdotę z muchami, które nie mogą się mylić.

Bardzo często podnosi się przykład Michela Gauquelina, który zrobił misterną pracę, sprawdzając kilkanaście a może i więcej tysięcy horoskopów. Paradoksalnie jego dzieło życia to kolejny dowód na kompletną impotencję i lenistwo naukowców. Czy 1, słownie – JEDNA osoba, która “na poważnie” zajęła się szeroko zakrojonymi badaniami na polu astrologii, świadczy o poważnym zaangażowaniu naukowców w sprawie weryfikacji astrologii? Przypomnę, że były to czasy raczkującej informatyzacji. Współcześnie większość obliczeń mogłaby się odbyć kilkadziesiąt, a może kilkaset razy szybciej. Jednak jakoś nie słyszę, żeby ktoś podjął się kolejnej profesjonalnej próby badawczej, na dużą skalę. Czy mają podjąć się tego astrologowie? Chętnie – ale dajcie nam najpierw fundusze na tego typu badania. Mogę przyjąć w szczególności wysoką dotację od Kościoła R.K., ponieważ podejrzewam, że w ich interesie powinno leżeć “obalenie astrologii”. Śmiało – mogę być astrologiem, który Wam w tym pomoże. Niech żyje nauka!

Zwrócę uwagę, że Michel Gauqelin zajął się wybiórczo posadowieniem planet w domach. Życzliwi mówią, że “coś odkrył”, nieżyczliwi mówią, że wyniki były naciągane. Tym niemniej, współczesne czasy komputeryzacji dają znacznie szerszy pakiet możliwości, a co za tym idzie, większe spektrum badawcze, które mogłoby zadowolić nawet… astrologów! Czy astrologowie mogą jednak liczyć na naukowców, lub ludzi nauki? Nie sądzę. Ludzie nauki w kwestii astrologii zachowują się tchórzliwie, leniwie i zachowawczo. W szczególności zaś ci, którzy najgłośniej krzyczą.

W tym momencie pojawia się argument pt: “człowieku, kto by tracił czas na takie bzdury i głupoty?”. Nie przyjmuję tego argumentu z dwóch powodów. Jeden z nich wymieniłem – od czasów Gauquelina znaczący postęp zanotowały narzędzia badawcze, za pomocą których można by badania przeprowadzić. Drugi argument jest błahy, ale “naukowcy” nauczyli mnie, że należy korzystać ze wszelkich możliwych dostępnych narzędzi dyskusji: http://pl.wikipedia.org/wiki/Nagroda_Ig_Nobla .

 

3. ZARZUT BRAKU KULTURY (W SKRÓCIE: “ASTROLOGOWIE TO IDIOCI I GŁUPCY”)

Argument spajający dwa poprzednie (nieczyste intencje i brak konstruktywności). Zwróćmy uwagę, że naukowcy (a najczęściej – pseudonaukowcy) lubią wyzywać astrologię, a o oponentach wyrażają się lekceważąco, dobrotliwie, współczująco, lub w ogóle nie dostrzegają, że takowi – poważni – przedstawiciele środowiska astrologicznego istnieją. W rezultacie krytycy astrologii, na skutek swojego prowokacyjnego, lub narcystycznego zachowania, obliczonego na wywołanie efekciarskiego popłochu, zrażają do siebie większość astrologów. Czy słyszeliśmy gdzieś poważną debatę albo dyskusję naukową pomiędzy krytykiem astrologii a astrologiem? Nie. Zdarzają się natomiast od czasu do czasu obraźliwe happeningi, mające skłonić astrologów do zaprezentowania swojej wiedzy, tak, że Jerry Springer by się nie powstydził. Tego typu efekciarskie prowokacje (typu James Randi – były iluzjonista i celebryta wśród naukowców) mają rzekomo poświadczać za tym, że świat astrologów to świat ludzi podatnych na urazy i uprzedzenia.

Stosunkowo częsty jest zarzut, który przypomina jakąś narośl psychoanalityczną (z cyklu: “naukowcu, korzystaj z narzędzi swojego wroga”). Dowiadujemy się zatem, że astrolog reprezentuje poniższy pakiet cech:

– chęć “czucia się potrzebnym” światu

– chęć posiadania władzy nad innymi

– motyw podwyższenia samooceny (astrolog jako kapłan i przewodnik mas)

– motyw zagubienia (astrolog jako ktoś, kto nie odnalazł się w życiu)

Tego typu argumentacje, o dziwo, znacznie rzadziej są używane w innych profesji, które czerpią z podstawy nienaukowej i mają ważną funkcję o treściach psychologiczno – egzystencjalnych. Ale to już temat następnego punktu.

 

4. ZARZUT WYBIÓRCZOŚCI W KRYTYCE ASTROLOGII (“ASTROLOGIA ZŁA, RESZTA DOBRA”)

Jest to pewnego rodzaju powielenie nieczystych motywacji związanych z krytyką astrologii. Spójrzmy, że tzw krytycy astrologii i naukowcy dokonują krytyki astrologii nie tylko z pozycji badawczych (“astrologia nie jest nauką”), ale także z pozycji ekonomicznych (“astrologowie kradną pieniądze obywatelom”), pozycji psychologicznych (“od astrologa zależą ważne decyzje życiowe”), czy nawet pozycji osobowościowych (“astrologowie to szaleńcy”), że powrócę do poprzedniego (3.) podpunktu.

Jest to niesprawiedliwe podejście, mające na celu wywołanie dużych emocji, kosztem merytorycznego dialogu. Pojęcie naukowości jest terminem tak złożonym i kryterium tak trudnym do spełnienia, że można podejrzewać, że jest to rodzaj przydrożnego kija, który sam się w rękę dał złapać, żeby można było lać astrologa jak popadnie. W rzeczy samej, istnieje tak wiele dziedzin i tak wiele sfer życia, których nauka nie kontroluje, albo dała “ciała”, że aż dziw bierze, że nie wzięli się za nią krytycy astrologii. Obserwowalnym zjawiskiem jest mnóstwo krachów politycznych, ekonomicznych, obyczajowych, lub religijnych, z którymi nauka kompletnie nie potrafi sobie poradzić i wobec których jest totalnie bezradna. Czy jednak za tą konkluzją idzie oskarżenie, że politolodzy, ekonomiści, socjologowie i reprezentanci wielu nauk społecznych są kompletnymi imbecylami? Zwróćmy uwagę, że żadna z tych nauk nie powstrzymała okrucieństw wielu wojen i nierówności społecznych. Czy reprezentanci świata nauk społecznych zatem kradną, oszukują, manipulują i rezydują w swoich uczelniach w celu kradzieży środków publicznych? Lub, co gorsza, w celu podtrzymywania pewnej iluzji posiadania władzy lub wszechmocnej wiedzy?

Argumentacja pt “astrologowie kradną pieniądze obywatelom” jest wulgarna tak samo, jak argumentacja “księża kradną pieniądze” lub “doradcy finansowi kradną pieniądze”. Zwróćmy uwagę, że za księdzem i częścią ekonomistów nie stoi żadna “nauka”. Najczęściej stoi za nimi ekonomiczny zysk, za który zapłatą jest “dobre słowo” lub “uspokojenie duszy” (ksiądz), albo wizja dobrego rozwiązania finansowego, który najczęściej wygląda tak, że klientowi wydaje się, że skorzystał, podczas gdy na większości operacji finansowych dużo on traci. Doradcy finansowi nie służą przecież jako wolontariusze, nie rozdają charytatywnie pieniędzy!

Pojęcie “kradzieży pieniędzy” kierowane wobec astrologów jest tym bardziej bezczelne i tym bardziej odrynarne z perspektywy wsparcia instytucji zarówno naukowych (w tym wspomnianych reprezentantów zawodów społecznych), jak i kościelnych instytucji. Zwróćmy uwagę, że zajęcia i zawody, których roszczenia co do naukowości wzięlibyśmy za coś śmiesznego, lub naciąganego, otrzymują potężne dotacje od struktur państwa. Astrologowie, o ile mi się zdaje, wsparcia od państwa nie otrzymują, a jeżeli nawet, to jest to kroplą w skali wszystkich potrzeb.

Użycie sentencji, że od astrologa zależą decyzje życiowe (np kupno domu, wyjazd zagraniczny, wybór partnera) jest również wulgarnym nadużyciem. Tego typu złośliwe uwagi doskonale pasują do wielu profesji, co zaznaczałem w poprzednich zdaniach. Nieuczciwość może bowiem dotyczyć zarówno ekonomisty, który naciągnął klienta na pewne wielomilionowe inwestycje (i nastąpiły straty), może dotyczyć księdza, który nakazał urodzić kalekie dziecko, w rezultacie czego matka dostała załamania nerwowego, a ojciec odszedł. Nieuczciwość może także dotyczyć wielu sprzedawców, zawyżających lub zaniżających ceny. Argumentacja o astrologach jako panach życia jest nieuczciwa, ponieważ tworzy utopię rzeczywistości racjonalnej i uczciwej, w której wszyscy postępuję przyzwoicie. Naukowcy / sceptycy / krytycy astrologii nie zdają sobie sprawy, w jak wąskim paradygmacie się zamknęli i jakie sidła na siebie zastawili.

 

5. ZARZUT NIEDOKSZTAŁCENIA KRYTYKÓW + ZŁYCH KRYTERIÓW BADANIA ASTROLOGII

Postanowiłem połączyć te dwie argumentacje. Zwraca uwagę, że większość krytyków / sceptyków jest zupełnie niekompetentna i niewykształcona w dziedzinie astrologii. Wypiszę najczęściej powtarzane błędy krytyków:

1) mylenie gwiazdozbiorów ze znakami (casus słynnego Wężownika)

2) aprioryczne twierdzenia, próbujące ustanowić granice astrologii (przypadek pt: nowe odkrycia unieważniają stary porządek wszechrzeczy)

3) absurdalny pomysł unieważnienia roli Plutona, ponieważ “przestał być planetą”

4) podejmowanie się krytyki astrologii za pomocą kryteriów astrologii gazetowej

5) prymitywne testy pseudobadawcze (np poprzez znajdowanie pozycji Słońca lub Księżyca w znaku), które obalają astrologię

6) nieznajomość historii astrologii, nieznajomość literatury i tradycji

7) nieumiejętność podstawowego zinterpretowania jakiegokolwiek horoskopu

8) nazywanie astrologów wróżbitami, przypisywanie im specjalnych akcesoriów, mocy (część winy ponoszą astrologowie, którzy taki obraz kreują – dop.)

9) nieznajomość nauki per se, albo statystyki, używanie urojonych narzędzi badawczych

10) męczące cytowanie i powoływanie się na autorytety naukowe, bez chęci zgłębiania (lub uczenia się) astrologii

*

PODSUMOWANIE

Zdaję sobie sprawę, że tego typu argumentacje nie zmienią podejścia sceptyków / krytyków / pseudonaukowców wypowiadających się tak negatywnie o astrologii. Moim zadaniem było sprowokowanie do dyskusji i chęć dania amunicji tym, którzy astrologii chcą bronić, ale niespecjalnie im się chce, lub niespecjalnie mają czas. Warto nadmienić, że wiele argumentów nie zostało użytych. Przykładowo, nie pojawiło się materiał czysto ludzki, czyli przekaz wielu osób, którzy byli klientami astrologów i wyrazili się w precyzyjny sposób, że astrologia działa i ma się świetnie. Tego typu wątek byłby niestety łatwym kąskiem do ataku, ponieważ krytycy użyliby argumentacji, że klienci racjonalizują i wzmacniają swój wybór skorzystania z porad astrologa. Trudno zatem dogodzić takim, którzy każdy, zdroworozsądkowy argument traktują jak łowną sarnę, którą przy każdej nadarzającej się okazji trzeba zastrzelić.

Pisaniu tego tekstu towarzyszy mi naturalna konstatacja, że krytycy astrologii mają bardzo duży problem, żeby zasłużyć na to miano. Znacznie częściej, niż się zdaje, używają argumentacji ze świata, którym podobno gardzą. Zwraca uwagę, że znaczna większość krytyk astrologii to błahe konstrukcje intelektualne, które szeroko korzystają z socjotechniki, polityki, psychologii, religii, retoryki, estetyki. Jednakże z poważnymi badaniami, poważnym podejściem i szacunkiem do astrologii (i astrologów) nie ma to kompletnie nic wspólnego. Jeśli więc czegokolwiek krytykom astrologii wypadałoby życzyć, to nauki dobrych obyczajów. To na pewno nie zaszkodzi, chociaż w swojej wymowie jest stosunkowo “mało naukowe”.

Jeśli idzie o moją osobę, to tymczasowo pozwolę sobie zawiesić grzeczność i savoir vivre. Sporo moich kolegów i koleżanek po fachu zetknęło się z takimi przejawami lekceważenia, ośmieszania lub oskarżeń pod płaszczykiem “dobra innych ludzi” lub “naukowości”, że moja postawa wydaje się być adektawna i współmierna do wykroczeń drugiej strony. Tak, Panowie i Panie “naukowcy”, najpierw się dokształćcie, a później dopiero wulgarnie wypowiadajcie, ponieważ bumerang indolencji poznawczej może również trafić w Waszą zacną głowę.

– — –

Napisano w dniu 11/08/2014.

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Nie wolno kopiować treści, ani przekształcać w dowolny sposób bez zgody autora.

> ASTROLOG SZCZECIN <

Jeśli interesuje Ciebie zamówienie horoskopu, albo rozmowa: KLIKNIJ TUTAJ

Trochę o sobie, dla zainteresowanych: TUTAJ

Comments

comments